O mnie

Moje zdjęcie

Mam na imię Joanna. Jestem absolwentką filologii germańskiej oraz edukacji Montessori w przedszkolu i szkole. Z zawodu jestem nauczycielką Montessori oraz nauczycielką języka niemieckiego w niepublicznym przedszkolu. Prywatnie szczęśliwa narzeczona. Kocham Literaturę, czasopisma,psychologię, muzykę, filmy, seriale, psy, fotografię oraz kawę w dużych ilościach. W poprzednim wcieleniu musiałam być czarownicą, albo wilkiem- to pewne. Będzie mi miło jeśli rozgościsz się u mnie na dłużej, a poznasz mnie bliżej.

27.10.2018

Myśli współczesnej czarownicy.

Zawsze coś się kończy, u mnie akurat październik, przynosząc w tym roku ze sobą zarówno ciepło, jak i chłód, który owijał się się wokół mojego ciała zazwyczaj wczesnym porankiem, zupełne znienacka, nie pytając o zgodę. W sklepach już świąteczne akcenty, a ja nadal utknęłam gdzieś w sierpniu i coś nie mogę się w tym roku z niego wyjątkowo otrząsnąć. Sierpień był intensywny, w sierpniu trzęsła się ziemia, w sierpniu przeżyłam wewnętrzne tsunami, po którym już nigdy nie będę taka, jak kiedyś, choć może na pozór wydaję się być. Dziś sobota. Kręcę się po domu po kolejną kawę, żeby rozgrzać nieustannie marznące dłonie. W tle ostatnio ulubiony kawałek , w którym słyszę, że: „życie kurewskie, mała, od zawsze wkurwiał mnie świat, z resztą to już słyszałaś”- słyszałam, myślę sobie, choć mnie świat nie wkurwia od zawsze i trochę złą jestem na tego Sobotę, że przypomina mi o przemijaniu życia i o całowaniu kogoś ten ostatni już raz. Nie lubię myśleć o rzeczach ostatecznych, choć już jako nastolatka zdałam sobie sprawę, że nie przeraża mnie kres, który kiedyś nastąpi. Przeraża mnie natomiast, że nie wykorzystam życia w pełni. Tak jak bym chciała. Boję się, że zapomnę o ludziach, dzięki którym jestem tym, kim jestem. O tych, którzy byli, są i będą trzymać mnie za rękę, gdy w moim życiu rozegra się dramat. Którzy obejmą na pocieszenie i utulą, kiedy zimno i noc. O tych, którzy aktualnie są w stanie rzucić wszystko i być. Którzy wydzielają dobro, które jest jak ogień w kominku, ogrzewa moje serce... i te nieszczęsne wciąż zimne dłonie. Boję się, że nie zdążę obejrzeć interesujących mnie filmów, przesłuchać cudownych piosenek i przeczytać tych wszystkich książek, które nagminnie gromadzę: rozpoczynam, nierzadko po kilka naraz, kończę lub nie kończę, zostawiam je, zapominam, żeby odkurzyć po latach. Bo ja tak naprawdę nie potrzebuje zbyt wiele. Na przestrzeni lat zdałam sobie sprawę, że ja aktualnie nie dbam już o bzdurne dramy, jakie rozgrywają się gdzieś na poziomie psychiki i chorej wyobraźni. Ja chce tylko spokoju i mniej negatywnych ludzi wokół siebie. I tego, żeby szanowano moje wybory, relacje, w które się angażuję i emocje, jakie mi przy tym towarzyszą. Głęboko wierzę, że los zsyła nam wszystkie znaki, drogowskazy i rozterki z jakiegoś powodu, o którym być może dane nam będzie dowiedzieć się dopiero za kilka lat...

Wracam z kolejnym kubkiem gorącej kawy...w tle dla odmiany Domagała, który ostatnio jest balsamem na moją duszę. Śpiewa, że jest czegoś wart. Każdy jest w życiu czegoś wart! A już na pewno miłości. Przemyka mi przez myśl, że posłuchałabym Go na żywo, poszła na koncert. Zauważam, że ostatnio faktycznie cierpię na jakieś deficyty kultury. Kiedyś zrzucałam winę na brak czasu, teraz również go nie posiadam, teraz to już zwłaszcza, ale..mimo to znajduję ostatnio w sobie dziwny constans z życiem i choćby na ostatni seans do kina w środku tygodnia, ale jadę! I zawsze jest przy mnie któryś z członków mojej watahy i chętnie mi towarzyszy, choćby miał tego seansu połowę przespać lub...współodczuć szok i niedowierzanie, jak po ostatnim wypadzie na: „Serce nie sługa”, film choć piękny to zakończenie paliło przełyk jak po pierwszym kieliszku, który nie wszedł zbyt dobrze, lecz tak to już jest, że życie rzadko kiedy nie bywa przewrotne. Czasem jest tak, że kładziesz się spokojnie spać, żeby z minuty na minutę okazało się, że ktoś kilometry stąd właśnie przeżywa rozterki, a Ty z automatu wstajesz, łapiesz co masz pod ręką i jedziesz, po prostu być. Przytulić, gdy trzeba, utulić do snu, podać herbatę do łóżka...Pewien naukowiec i pisarz, jeden z lepszych z resztą- od lat na podstawie swych powieści próbuje tłumaczyć naturę ludzką, wyodrębniając takie pojęcia jak: „molekuły emocji”, „cząsteczki osobowości”, „deficyty serca”. A ja się z Nim zgadzam. Zdolność współodczuwania definiuje nas jako istoty wrażliwe, również na krzywdy oraz cierpienie innych. Ten jeden niezauważalny na pierwszy rzut oka aspekt świadczy o tym, że pomimo warstwy ironii, sarkazmu i egoizmu, jakim potrafimy się opatulić na zewnątrz, tak naprawdę jesteśmy tacy sami...czujemy, śmiejemy się i płaczemy, odbieramy bodźce, doświadczamy, pragniemy, żyjemy tak naprawdę we własnym „tu i teraz”, popełniamy błędy, tęsknimy za tym, co utraciliśmy, napędza nas czyjaś obecność i dotyk, cierpimy, najczęściej z miłości. Zawsze coś się wtedy w nas kończy, coś się wówczas w nas zaczyna...właśnie kończy nam się październik. Tak na koniec, przypominam...



23.09.2018

Hello my friend...


Jesteś wreszcie. Poczułam twoją obecność dziś o poranku, choć nie lubię, gdy zakradasz się do mojego łóżka, zdzierając kołdrę i przynosząc chłód. Paradoksalnie kocham na ciebie patrzeć, jak już się porządnie obudzę i przyzwyczaję, że jesteś. Pomimo, że częściej się przez ciebie smucę, niż uśmiecham to... lubię gdy wpadasz. Tak rzadko się widujemy i nigdy nie wiem, w jakim aktualnie zastanę cię- nastroju. Bywasz czystym pięknem, złotym i błyszczącym, dla którego za każdym razem tracę głowę. Mogłabym się w ciebie wpatrywać godzinami, słuchając ulubionej muzyki. Gdy przychodzisz, zazwyczaj siadam na parapecie, skąd mam o wiele lepszy widok na ciebie, niż z perspektywy łóżka lub taboretu. Fascynujesz mnie od zawsze, zwłaszcza, gdy stajesz się niczym głaz- szary i mokry. Pełno w nas obojgu wówczas melancholii i nostalgii. Bywają dni, że ja i ty to czysty smutek. Siadamy wówczas obok siebie i wylewamy hektolitry łez, ale przywykłam już do tego, że wypełniasz mnie jak nic i nie umiałabym już bez ciebie tak po prostu istnieć ze świadomością, że już na zawsze byłoby mi kurwa „tego czegoś”- brak. Działasz na mnie różnie, choć najczęściej na nerwy. I gdy za oknem plucha i deszcz. Lubię pić z tobą herbatę z miodem i cytryną lub poczęstować nas grzańcem z ulubionego wina, doprawionego dużą ilością goździków oraz cynamonu. Wybór zależy zawsze od tego, czego w danym momencie najbardziej potrzebuję. Nigdy się nie sprzeciwiasz. Jednak najbardziej kocham w tobie to, jak w ciepły i przyjemny dzionek muskasz delikatnie moje policzki i odgarniasz mi włosy z czoła. Robisz to zupełnie spontanicznie, bez konkretnego powodu, a ja cała szczęśliwa, wpatruję się w krajobraz rozciągający się na szerokość moich źrenic. Lubię chodzić z tobą na spacery. I tylko z tobą, ponieważ bywa tak, że niczego więcej nie jest mi na tę chwilę potrzeba. Słuchamy ulubionych kawałków, najczęściej z zamkniętymi oczami, siedząc gdzieś, gdzie nikt nie przeszkadza. Nierzadko się zapomnę i stracę rachubę czasu, ale ty uparcie próbujesz przywrócić mnie do rzeczywistości, przenikając przez warstwę grubych ubrań, powodując dreszcz przebiegający po całym ciele, poruszając te czułe ze strun. Wiesz jak to zrobić, nie znamy się przecież od dziś. I nie podoba mi się to, że czasem to wykorzystujesz przeciwko mnie. Wzbudzasz we mnie emocje z tych skrajnych, serwując mi karuzelę doznań, które potem pamiętam jeszcze długo, zwłaszcza wtedy, gdy zmuszasz mnie do sięgania po poezję, nasączoną słowami, które wyciskają moje serce jak gąbkę. Ta relacja jest dość skomplikowana, gdyż pomimo tego, iż zamiast nieustannego szczęścia, dajesz mi przeważnie dnie pełne lęku oraz niepokoju to...tęsknię gdy odchodzisz. Niemal za każdym razem. I cholernie nie lubię znów na ciebie czekać. Bo dzięki tobie utwierdzam się w przekonaniu, że wciąż reaguje na bodziec: na słowa i dźwięki, czuję, kocham i nienawidzę, cierpię i płaczę ze szczęścia, nie tracę człowieczeństwa, a moja dusza nie zamarza. Jestem z takiej gliny, której ze świecą szukać. Wrażliwej, ponadprzeciętnie. Zwłaszcza na obrazy, słowa, uczucia, relacje z innymi oraz na muzykę. Rozgrzewasz i ochładzasz moje „ja” od środka, zachowując przy tym zdrowy balans. Bo ja się po tobie za każdym razem podnoszę. Dzięki tobie jestem silna na zewnątrz, lecz... bywam krucha w środku. I choć nie czuję się źle wśród innych, podobnych do ciebie, to tylko tobie udaje się wydobyć ze mnie wszystko to, co we mnie najlepsze i najgorsze zarazem. Jesteś moją fortecą oraz wymówką, gdy nie mam ochoty tłumaczyć się światu, dlaczego znowu mi się czegoś nie chce, albo, że teraz jest mi wszystko jedno. I choć pamiętam, że kiedyś szczerze cie nienawidziłam, to od paru ładnych lat twierdzę, że ja i ty... to jednak przyjaźń na zawsze. Zrobiłam dziś na twoje przyjście zapiekane jabłka w cynamonie i przeczytałam ci na głos jeden z moich wierszy, uśmiechając się przy tym w kolorze bordo na ustach. Jesieni, bądź dla mnie dobra bo nadchodzi czas, w którym będzie psychicznie trudniej. Aż do wiosny.


05.09.2018

A gdyby ktoś znał mnie tak naprawdę...


Zawsze zastanawiałam się, jakby to było spotkać osobę, która wiedziałaby o mnie wszystko. Osobę, która zadałaby sobie na tyle trudu, aby mnie tak naprawdę zrozumieć i poznać w całości. Ciekawa jestem kim byłaby taka osoba? Mężczyzną czy kobietą? Czy z tej wiedzy zrodziłaby się przyjaźń, miłość czy raczej antypatia, gdyż ten ktoś najzwyczajniej nie dałby sobie rady ani ze mną, ani z całym moim mentalnym popapraniem. Kim byłaby dla mnie osoba, która akceptowałaby mój trudny do okiełznania temperament, silną osobowość, ale jednocześnie ponadprzeciętna wrażliwość na dźwięki, słowa i doświadczenia, i że w środku bywam krucha jak szkło? Która znałaby układ pieprzyków na moim ciele? I przywykłaby do tego, że chaos w mojej głowie istnieje od zawsze i już raczej na zawsze. Wiedziałaby, że kocham ludzi oraz ich towarzystwo, lecz do swojego życia wpuszczam tylko nielicznych, lecz każda z tych osób czyni mnie kompletną i ciężko przeżyłabym utratę któregoś ze swoich ludzi. Że czasem jednak przychodzą do mnie dni, kiedy najbardziej cenię sobie własną przestrzeń i rozmyślanie w samotności. Że najlepszymi dla mnie przyjaciółmi wówczas są dobre książki i możliwość ubrania myśli w słowa, nierzadko przelania ich na papier. Że lubię kawę z mlekiem, że musi być gorąca, a cukru jedynie 1/3 łyżeczki. Że zimnej nie znoszę i zazwyczaj wylewam. Że lubię, gdy czasem przynosi się mi ją do łóżka bo wtedy milej mi zacząć dzień. Że kocham ciepło i lato oraz smak truskawek zmieszanych z cukrem wanilinowym, lecz cieszę się jak dziecko, gdy nadchodzi już jesień. Że lubię grube swetry i swoje dziurawe kalosze. Że uwielbiam żelki, lecz koniecznie kwaśne. Że czekolada w każdej postaci to zawsze strzał w dziesiątkę. Że jestem niepoprawną romantyczką z mnóstwem marzeń, które kocham spełniać. Że najbardziej na świecie uwielbiam biegać boso po trawie, najlepiej skroplonej rosą lub leżeć na niej beztrosko i patrzeć w gwiazdy nocą. Że kocham jeść pizzę z dużą ilością zieleniny i, że mam ulubioną miejscówkę w swoim mieście, ponieważ goście mają tam do dyspozycji koc w razie, gdy wieczór i zimno. Bo jestem zmarzluchem. Bardzo. Chciałabym żeby ktoś wiedział, że zazwyczaj potrzebuję dodatkowego koca bo naprawdę trudno rozgrzać moje dłonie. Chciałabym żeby ten ktoś wiedział, że wzrusza mnie w życiu wiele rzeczy, lecz najbardziej płacz dziecka, krzywda wobec zwierząt, dobre filmy i słowa zaklęte w pięknych piosenkach. Że czasem lubię milczeć, jednocześnie będąc obok. Że najbliższy sercu już zawsze będzie rap. Że Eldo, Taco Hemingway i Quebonafide, i że to przez nich czasami nie śpię po nocach. Że często po nocach nie śpię, gdy myślę. Że przyjaciele są dla mnie jak rodzina, że przeżywam ich problemy na równi z własnymi, choć zazwyczaj nie mówię o tym głośno. Że marzę o domku na drzewie, w którym mogłabym czytać te swoje książki i wiersze. Albo w końcu napisać własną. Że marzę o wydaniu własnej książki. Że ten ktoś wie, iż własne wiersze posiadam, ale nigdy ich nie wydam z obawy przed obnażeniem się z uczuć, które chcę tylko dla siebie. Że zdaję sobie sprawę, że się już owego domku nie doczekam, ale chciałabym taki domek kiedyś dla swojego dziecka. Że kocham robić zdjęcia i uwieczniać chwile z ludźmi, którzy są dla mnie ważni. Że fotografia to dla mnie magia w najczystszej postaci. Że zawsze staram się fotografować to, co kocham i tych, których kocham. Że stratę przeżywam długo i zazwyczaj w milczeniu. Że nigdy nie pogodzę się z czyjąś śmiercią. Że lubię się wybiegać, gdy jestem zła na świat, i że najlepiej biega mi się w samotności. Że uwielbiam pocałunki w czoło. Te na „dzień dobry” i na „dobranoc”, że bardzo mi ich brakuje, i że tych właśnie potrzebuję w życiu najbardziej. Że to „najbardziej” to chwile, gdy świat wymyka mi się z rąk i potrzebuję wsparcia. Że wsparcia potrzebuje wówczas, gdy zdaję się być milcząca i niechętna do rozmów. Że lubię wieczorami siadać na parapecie, słuchać ulubionych dźwięków i patrzeć w niebo, że robię to tylko wtedy, gdy jestem sama w domu. Że jak smutno, to znajdzie się mnie nad wodą, że jak szukam odpowiedzi na trudne pytania to zawsze uciekam w góry. Że jestem nadwrażliwa na pewne sprawy i emocjonalnie podchodzę do relacji z najbliższymi i, że nie lubię, gdy ktoś to wykorzystuje. Że cytatami z książek Janusza Leona Wiśniewskiego wytapetowałabym mieszkanie. Że kocham dostawać drobiazgi i amulety na szczęście, a zaraz po psach najbardziej kocham wilki. Że najlepiej się czuję w męskich bluzach i koszulkach, które sięgają mi kolan, i że tak również czuję się kobieco. Że mam mnóstwo kompleksów, ale pogodziłam się z nimi już dawno. Że mam listę celów, które chcę zrealizować i, że najbardziej to bym chciała, żeby ktoś mi w tym spełnianiu celów towarzyszył. Że mam kilka miejsc, do których lubię wracać oraz takich, w których czuję się jak u siebie w domu. Że mam już wybrane imiona dla dzieci, których wciąż nie mogę mieć, i że wierzę w karmę oraz w przeznaczenie. Że mam słonecznikowe oczy, których barwa zmienia się w zależności od pory roku i nastroju, i że lubię sprzątać, gdy mocno się wkurzę. Że lubię uściski i znikać w czyichś ramionach i, że to tak właśnie wolę, niż podawać dłoń na powitanie. Że lubię bajki dla dzieci, i że nigdy już nie wyrosnę z Disneya. Że kocham swoją pracę i fakt, że mogę być autorytetem dla najmłodszych. Że realizuję się w tym co robię i, że innym nic do tego. Że wchodzę w relacje z trudnymi ludźmi, i że najchętniej to zbawiłbym świat. I, że ja bez tych ludzi chyba bym nie potrafiła żyć tak spokojnie bez próby ich ratowania. Że najlepiej się żyje w symbiozie z naturą, choć nie przeszkadza mi to nienawidzić zimy jak diabli. Że cieszą mnie drobiazgi i chętnie je również daruję innym. Że wolę jak ludzie się do siebie uśmiechają niż śmieją się sobie w twarz, i że najlepsze wyjście to wyjście razem na spacer. Że wino najlepiej mi smakuje grzane, z dużą ilością pomarańczy oraz cynamonu. Że lubię zapach książek i mieć ich coraz więcej. Że jak grill to koniecznie kaszanka, i że to spoko, że tak bardzo ją uwielbiam. Że niekiedy robię, zanim pomyślę, lecz to czyni mnie wyjątkową. Że miewam szalone pomysły i bywam niemożliwa. Że gdy zostanę zraniona, jestem nie do zatrzymania, i że nie cierpię, gdy ludzie wbijają sobie noże w plecy. Że najbliższym i sobie podarowałabym nieśmiertelność, gdyż życie mimo trudu jest tak paradoksalnie piękne. Że miłość i empatia to siła tych czasów. Że nigdy nie zrozumiem mężczyzn, choć uwielbiam ich towarzystwo i to z nimi dogaduję się najlepiej. Że zawsze będę tkwiła gdzieś między wymiarami znanymi tylko sobie samej, i że będę po stokroć wdzięczna, gdy inni w końcu to zrozumieją. Że lubię tańczyć w deszczu, gdy pada, i że wiara w jednorożce jest ok, gdy ktoś ma taką potrzebę. Że jestem tolerancyjna i tolerancji wymagam od innych, że bardzo lubię patrzeć prosto w słońce. Że tatuaże to nie samookaleczanie, lecz historia wyryta na skórze. Że jak komuś nie pasuje to zwyczajnie niech spierdala, a mi da żyć w zgodzie z własnym „ja” bo taka już jestem i raczej się nie zmienię. Że wdzięczna jestem za ludzi, którzy tworzą mój świat i kocham każdego z nich na swój własny sposób. Że tęsknię za relacjami z piaskownicy, gdzie trzymanie kumpla za rękę lub spontaniczne całowanie koleżanki w ramię nie równało się z romansem rodem z telenoweli. Że jako dzieci byliśmy bardziej ludźmi, a teraz nam ciężko wyzbyć się podtekstów. Że telefony o 3.00 nad ranem też bywają potrzebne, zwłaszcza jak ktoś wyklina życie, i że ja to rozumiem i zawsze odbiorę. Że jestem dziwna i potrzebuję dziwnych ludzi. Bo razem moglibyśmy zadziwić świat... Cześć, to właśnie ja.